„Alibi na szczęście” – coś dla mało wymagających czytelników

Polecana przez wielu pozycja – „Alibi na szczęście” autorstwa Anny Ficner-Ogonowskiej. Danuta Stenka krótko recenzuje: „Książka, o której długo nie można zapomnieć”. Ja już zapomniałam. Być może się nie znam?

Historia dosyć prosta: ona – nie może się pozbierać po śmierci rodziców i męża, on – za wszelką cenę próbuje ją zdobyć, bo zakochał się od pierwszego wejrzenia. Dosłownie. Już na samym początku autorka pod przykrywką skomplikowanej emocjonalnie dziewczyny, daje nam na talerzu odrobinę kiczu i stopniowo będzie do tego talerza dodawała go coraz więcej.

Hanka – mimoza, dziewczyna bez wyrazu, która rzuca na prawo i lewo beznadziejnymi tekstami. Owszem, wiele przeszła i to daje jej niejako prawo do przeżywania swojej żałoby, jednakże nikt nie kazał jej na co dzień być nijaką, bezbarwną dziewczyną oprawioną w ramkę. Nic tylko stać i podziwiać jaka jest piękna i krucha. Znany schemat.

Mikołaj – fajny chłopak, który ma jedną poważną wadę – myśli w sposób tak emocjonalny i nieracjonalny, że niejedna kobieta chorująca na dwubiegunowość, złapałaby się za głowę. Opisy są, wszem, piękne, romantyczne, jego miłość (mimo, że jeszcze nie zna Hanki) przybiera na sile z dnia na dzień i on, ze strony na stronę staję się… maniakiem. Przyjaznym maniakiem, ale jednak.

Jednym z jaśniejszych punktów książki jest koleżanko-siostra głównej bohaterki – Dominika. Dzięki jej rozbrykaniu, tempu w którym życie, powieść nabiera rozpędu i barw. Momentami, trzeba przyznać,  Dominika jest nieco obcesowa i jawnie włazi tam, gdzie jej akurat nie chcą. Jednak wzbudza przynajmniej jakieś emocje.

Czym jeszcze grzeszy autorka? Wkłada w usta bohaterów słowa, których dawno nikt nie używa, przez co tekst czyta się nienaturalnie i umniejsza to jego znaczeniu. Niektóre z powiedzeń nadal funkcjonują w języku polskim, ale są to raczej związki frazeologiczne i nagromadzone niemal w co drugim zdaniu po prostu śmieszą.

19047625_1723909330957948_1460823894_n
Alibi na szczęście, A. Ficner-Ogonowska, wyd. ZNAK, s. 305.

Ficner-Ogonowska chyba przyjęła za swój target młodzież dość słabo rozwiniętą intelektualnie. W wielu dialogach tłumaczy słowa bohaterów, ujmując tym samym prawo do naszego domysłu. Nie są to bowiem dialogi trudne. Wszystko można wywnioskować z kontekstu, jednakże autorka postanowiła podać na tacy nawet najmniejsze zawahanie, tłumaczyć ironie, sarkazm a nawet niewinne żarty.

19046842_1723909334291281_839610209_n
Alibi na szczęście, A. Ficner-Ogonowska, wyd. ZNAK.

Dobrze wiedzieć, że autorka tak bardzo liczy na naszą nie-inteligencję. Przecież nikt z czytelników nie wie, jak poprawnie napisać wulgaryzm przedstawiający męskie przyrodzenie. Od dzisiaj wszyscy zapamiętamy – mają być CZTERY litery!

Jak to jest, że książka przy której kilka razy łezka mi się w oku zakręciła (nie wykluczam PMS’u!) wzbudza tyle negatywnych emocji? Nie mam pojęcia. Historia fajna, momentami wzruszająca, ale napisana tak, że chcąc nie chcąc czujemy się lekko poniżani brakiem zaufania autorki do naszej inteligencji. Tak czy inaczej, wytrwał czytelnik da radę znaleźć w powieści kilka złotych myśli. Dobre i to 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s