Noc z życia recepcjonistki

Epizod w pracy w hotelu – niby krótki okres, ale jakże intensywny! Oczywiście wszystko działo się podczas nocnej zmiany.

2:00 a.m.

– Heloł. – zagaja mnie młody chłopak, od którego zionie alkoholem. – Hello. – odpowiadam rezolutnie. – Can I help you? – Jes. Noł. Ij dont noł. Aj dont spik inglisz. Aj łont it. W sensie koleś chciał coś zjeść. Tłumaczę wiec, że restauracja jest nieczynna a śniadania serwujemy od 7 rano. Na nic się to zdało. Chłopak pyta czy wyskoczę z nim na jedzenie do McDonalda. Odpowiadam, że niestety, ale nie mogę gdyż ciężko pracuję do samego rana. Przejął się? No skąd! – Ju bjutiful. – Yyyy, thank you. – Aj from Portugal. – Uśmiecham się i pochylam nad komputerem w celu wygenerowania raportów. Chłopak najwidoczniej wyszedł z imprezy w jednym z pokoi hotelowych i szuka kompana do rozmowy. Szkoda, że nie mówi w żadnym języku, który znam. Albo może to i lepiej? – Jor namber. – Informuje mnie w dyskretny sposób, że chce mój numer telefonu. – Sorry, I can’t. – ucinam. Portugalczyk widzi, że coś klikam na terminalu i podaje mi swoją kartę kredytową. Patrzę na niego zdziwiona i pytam po co mi jego karta. Twierdzi, że chce zapłacić za wszystkich swoich znajomych. Sprawdzam jego numer pokoju i mówię, że wszystko ma już opłacone. Chłopak jednak karty nie przyjmuje i gestem każe mi pobrać pieniądze. Nie wiem w sumie czy był świadomy czegokolwiek co się działo wokół niego. Udaję, że naciskam guziki terminala i niby wkładam kartę do środka. Może teraz da mi spokój? Udaje się. Tak! Sukces. Chłopak jednak nie daje za wygraną, bo nadal raz po raz pyta o jedzenie. Tłumaczę, że śniadanie dopiero za parę godzin, na co on odpowiada: – Aj łont tacz ju. – I przechyla się przez ladę recepcji. Do akcji wkracza Pan Ochroniarz, który próbuje postawić go do pionu. Udaje mu się to do tego stopnia, że chłopak wchodzi do windy i wraca do swojego pokoju. Niestety nie na długo. Wraca po niecałych 15 minutach i oświadcza, że sam sobie poszuka jedzenia w naszym hotelu.  No i rusza na podbój pustego baru i ciemnej restauracji. Ochroniarz chodzi za nim krok w krok, żeby nigdzie nie właził i nie narobił szkód. No i gdzieś się nie zatoczył i upadł.

4 a.m.

Trwało to wszystko ponad dwie godziny, bo nawet Pan z ochrony swoim brakiem znajomości angielskiego w stopniu podstawowym, nie zdołał ugasić zapału Portugalczyka. Jeszcze potem parę razy słyszałam jak obcokrajowiec pytał go, czy zna tego „fejmys aktor Żerardie Pardie”. Pan ochroniarz nie znał. A to pech.

Reklamy

5 myśli na temat “Noc z życia recepcjonistki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s