Dziewczyna, która lubi być podduszana

 

A może by tak pójść z chłopakiem na warsztaty z wiązań erotycznych? Cel czysto badawczy, chęć poznania nowych rzeczy i te sprawy. Dobrze więc. Ruszajmy.

Karnet na warsztaty dostaliśmy od cioci, która pocztą pantoflową dowiedziała się o takim przedsięwzięciu i uznała, że może to być całkiem niezła zabawa. Też tak myśleliśmy.

Pojawiliśmy się w barze (z lekkim Syndromem Dnia Poprzedniego) – miejscu docelowym. Nieco zakłopotani rozejrzeliśmy się dookoła. Ani żywej duszy oprócz młodego chłopaka za barem i siwego pana, który coś mu zawzięcie tłumaczył. Usiedliśmy w kącie i czekaliśmy w ciszy. Do baru podeszła para w średnim wieku ubrana na czarno. On zwyczajnie, ona…ykhm… w sukienkę, która powinna być raczej traktowana jako tunika. Nie zwrócili na nas uwagi tylko wdali się w konwersację z mężczyznami stojącymi za barem. -Idź, proszę, i zapytaj czy są tu dziś organizowane takie warsztaty… – poprosiłam chłopaka i wbiłam wzrok w ziemię. Speszenie to moje drugie imię. Jak się okazało owe warsztaty rzeczywiście się tu odbywały, ale z racji tego, że dzień wcześniej w mieście była spora impreza, dzisiaj nikt oprócz nas się nie pojawił. Super. – Proszę się nie krępować. – zagaiła rozmowę pani w sukienko-tunice. – Możemy poprowadzić zajęcia tylko dla was, nic nie szkodzi. O nie, jak to tylko dla nas?! Mój mózg podpowiadał mi zawzięcie żeby brać nogi za pas, ale zamiast tego wzięłam chłopaka za rękę i dałam się poprowadzić do ‚sali tortur.’

Żeby było śmieszniej do sali szło się wąskim, kamiennym korytarzem niczym z „50 twarzy Greya”. – Proszę usiąść wygodnie. Pierwszy raz na takich warsztatach? – zapytał nieco głupio prowadzący Marek, bo już po naszych minach było widać, że jesteśmy stuprocentowymi nowicjuszami. Chociaż ja, przyznam, próbowałam nie dać tego po sobie poznać. W trakcie jego wykładu o więzach, linach, orgazmach, pochwach, piersiach i punkcie „g”, ani razu nie opuściłam wzroku. Brawo ja. Dostaliśmy własną linę i rozpoczęła się zabawa. – Dobrze, to może na początek jakieś proste wiązanie rąk. Panią poprosimy o trzymanie rąk przed sobą, nadgarstkami do siebie i, jeśli to możliwe, w jednej odległości. Ważne jest, żeby podczas zaplatania nie zmieniać ułożenia rąk. – tłumaczył nasz mentor i jego żona. Szło nam, a właściwie memu chłopcu, na prawdę nieźle. Został kilkukrotnie pochwalony za to, że tak szybko łapie sploty. Ach, urodzony marynarz. Albo harcerz.

Po około dwóch godzinach uczenia się wiązania rąk, nagle wpadła do sali jak burza młoda, krępa dziewczyna. – Przepraszam, ale nie mogłam wcześniej. – tłumaczyła się zawzięcie. – To nasza modelka. – przedstawił dziewczynę Marek. Popatrzeliśmy siebie z chłopakiem ze zdziwieniem. Ale, że po co modelka? Do czego? Jak się za chwilę okazało, Marek własnie na niej pokazywał większość splotów. – Monika (tak miała na imię Krępa Modelka) bardzo lubi odczuwać ból podczas wiązania. To ją strasznie kręci. – powiedział Marek a Monika usiadła w tym czasie na krześle obok nas. Facet podszedł do niej i bez słowa zaczął obwiązywać jej szyję. Im sploty stawały się ciaśniejsze i gęstsze, tym bardziej dziewczyna stawała się czerwona a jej oddech płytki i urywany. Dusiła się. I chyba… dochodziła… Zamknęłam oczy, bo im bardziej ona stawała się purpurowa na twarzy, tym bardziej mi robiło się słabo. Co tu się, kurde, wyprawia ja się pytam?! Na szczęście po chwili ‚show’ się skończyło. Rozradowana Monika zapytała jak nam się podobało. Nie wiem które z nas odpowiedziało, bo obydwoje byliśmy nadal w ciężkim szoku.

– To może teraz zajmiemy się wiązaniem piersi? – zaproponował wspaniałomyślnie Marek. Mój wyraz twarzy nie stał się przerażony tylko dlatego, że był taki od momentu wejścia do sali. Monika z uśmiechem na twarzy krzyknęła: – Jasne, zróbmy to! – po czym zdjęła bluzkę pod którą nie miała stanika. Miała natomiast wielkie piersi sięgające niemal do pępka. Nie wiedzieliśmy gdzie podziać oczy, bo jakoś niezręcznie było się gapić wprost na te wielkie cycki. Monika jednak stała przed nami całkiem swobodnie i najwidoczniej podobało jej się obnażanie przed obcymi ludźmi. Marek rozpoczął naukę wiązania, a na prawdę – miał co wiązać. Na samym końcu przyczepił jej pałeczki do sushi do sutków, aby te stały się jeszcze bardziej wrażliwe.

– To co? Może teraz wasza kolej? – zapytał z nadzieją w głosie mężczyzna. – Myślę, że na tym etapie chciałabym zakończyć naszą sytuację. – odważyłam się wreszcie odezwać, bo nie wyobrażałam sobie kontynuację tych warsztatów. – Jak to? Na pewno? – Tak, muszę chyba się z tym wszystkim oswoić. – plotłam trzy po trzy. – No dobrze, bo na następnych zajęciach na pewno będziemy już wiązać piersi i przymierzymy się do wiązania narządów płciowych. – zachęcali Marek z Moniką. – Yyyy… Dobrze… To my się namyślimy… – mój chłopak próbował ratować nas z opresji. – Będziemy w kontakcie. Musimy już lecieć, więc niestety pożegnamy się już z wami. – Wzięliśmy swoje rzeczy i pędem ruszyliśmy do wyjścia. Tak szybko jeszcze nigdy nie szłam. Zaszliśmy po drodze do Maca coś zjeść. Nie odzywaliśmy do siebie przez dłuższą chwilę. – Chcesz o tym porozmawiać? – zapytałam go. – Nie teraz. Proszę, jeszcze nie teraz. 

Reklamy

4 myśli na temat “Dziewczyna, która lubi być podduszana

  1. Różne zainteresowania mają ludzie i różne rzeczy robią,ale żeby takie warsztaty przeprowadzać… no tego to bym się nie spodziewał 😀 Modelka miała co związywać to i wiązanie piersi może jej się w życiu codziennym przydawało. Rozważ to jeszcze dokładnie i wróć tam może. Drugiej takiej okazji może nie być 😀

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s